PIERWSZE WRAŻENIE - SERUM DO RZĘS / LASHVOLUTION

PIERWSZE WRAŻENIE - SERUM DO RZĘS / LASHVOLUTION



Dzisiaj słów kilka o pewnej nowości, która zagościła w mojej wieczornej pielęgnacji,. Dokładniej rzecz ujmując, mowa będzie o innowacyjnej odżywce do rzęs marki Lash Volution! Tego typu produkty są teraz ogromnie popularne, a serum, które mam przyjemność testować, cieszy się ogromnym powodzeniem w blogosferze. Muszę przyznać, że już nie mogę doczekać się efektów ;)







Producent, zadbał o każdy szczegół, bardzo podoba mi się opakowanie, jest białe, bardzo proste i eleganckie, a do tego spersonalizowane, ogromnie cieszą mnie takie przesyłki. Wszystko komponuje się pięknie! Cena tego serum to 79zł 













Wewnątrz, znajdziemy dokładną instrukcję i zalecenia do stosowania...








SERUM, stosujemy wieczorem na oczyszczoną skórę, używamy go tuż przy linii górnych rzęs, malujemy jak kreskę przy pomocy eyelinera. Aplikator, jest miękki i bardzo sprężysty, przez co w żaden sposób nie podrażnia powieki. Nie zaleca się stosować na dolnej powiece!






Obietnice producenta:
1) Rzęsy dłuższe o 87%.

2) Rzęsy gęstsze o 80%.
3) Pierwsze efekty możliwe już po dwóch tygodniach zastosowania.
4) Zaledwie kilka sekund na aplikację, łatwość użycia.
5) Brak skutków ubocznych udowodniony badaniami.


Sugerowane działanie:
- wzmocnienie rzęs,
- zmniejszenie wypadania,
- wydłużenie o 87%,
- pogrubienie o 80%,
- nadanie blasku.


Serum możemy stosować nosząc soczewki, robiąc hennę, czy przedłużając rzęsy 1:1 uważam, że to ogromny plus tego produktu! Warto pamiętać, aby nie stosować tego produktu będąc w ciąży! 







Serum stosujemy codziennie wieczorem, przez okres 4 miesięcy! Ale pierwsze efekty, można zauważyć już po dwóch tygodniach, na co po cichu liczę :) 


Produkt zawiera organiczne składniki, a to ogromnie mnie cieszy :) 

Składniki aktywne:
- peptydy,
- niacyna,
- ekstrakt z pokrzywy zwyczajnej,
- wyciąg z zielonej herbaty,
- ekstrakt z rumianku.



Liczę na to, że odżywka nie będzie mnie podrażniała i powodowała zaczerwienienia, moje oczy nie są szczególnie wrażliwe, ale nigdy nie mogę mieć pewności jak dany produkt się sprawdzi, dopóki nie wezmę go pod lupę ;) 







Jestem bardzo ciekawa, jakie rezultaty przyniesie moja kuracja LashVolution, nie ukrywam, że pokładam w nim wielkie nadzieje! Podoba mi się podejście do klienta, wszystko jest pięknie zapakowane, a instrukcja jest prosta i czytelna. Jestem ciekawa, czy cena (79zł)  jest adekwatna do działania i jakości tego serum. 












Zaczynam swoją kurację tym produktem i przedstawiam Wam stan obecny moich rzęs., Nie są najgorsze, bo jest ich dość sporo, ładnie wywijają się ku górze, ale niestety po narkozie sporo ich wypadło. Chciałabym aby się zagęściły i przyciemniły, ogromnie na to liczę :) Obserwujcie razem ze mną tę kurację, widzimy się za miesiąc na pierwszym podsumowaniu :) 





Pachnąca środa- Williams Pear

Pachnąca środa- Williams Pear


Postanowiłam, że wprowadzę nowy dział na swoim blogu i raz ma jakiś czas opiszę zapach, który mnie oczarował, zaintrygował i który gościł w moim domu w ostatnich tygodniach. I tak właśnie dzisiaj zapraszam na pachnącą środę... A zapach, który Wam opiszę, a przynajmniej się postaram to soczysta gruszka :)





W okresie przejściowym, rezygnuję z korzennych, ciężkich i otulających zapachów, ale nie mam jeszcze ochoty na cytrusy. Dlatego wtedy stawiam na zapachy kwiatowe, lub na zapachy owocowe, ale te w kategorii cięższych. śliwka, figa, albo gruszka...










Gruszka, to mój ulubiony owoc, dlatego nie mogłam oprzeć się pokusie posiadania gruszkowego zapachu w swoim domu :) Świecę znalazłam na stronie Fabryka Świec Light i bez wahania wrzuciłam do koszyka.I od razu muszę się do czegoś przyznać, tę świecę szczególnie szkoda było mi odpalić, bo bałam się, że tak szybko mi się skończy :)







Jak pachnie gruszka... dla mnie wyjątkowo... jest to zapach owoców, drzew, ciepłego powietrza, łąki... Kojarzy mi się z  zachodem słońca, oglądanym z leżaka na tyłach domu. Z aromatyczną herbatą i kawałkiem drożdżowego ciasta. Bardzo sielski i przyjemny zapach, który otula i nie przemija...

Zapach jest słodki, ale nie duszący, jest w nim odrobina czegoś kwaśnego, dzięki temu, zapach nie przyprawia o ból głowy. Zapach się rozwija, początkowo jest lżejszy, ale kiedy dłużej palimy świecę, aromat jest mocniejszy i dość długo się utrzymuje.






Uwielbiam, kiedy w moim domu gości zapach, bardzo się do niego przywiązuje i łączę go z ludźmi, wydarzeniami, przypisuję wspomnienia do zapachów... Zapach gruszki, to zapach dzieciństwa, zapach domowych wypieków, czyli zapach domu i rodziny... Uwielbiam się nim otaczać i polecam Wam spróbować...



Caudalie Vinoperfect, Serum Rozjaśniające Przebarwienia, czy działa?!

Caudalie Vinoperfect, Serum Rozjaśniające Przebarwienia, czy działa?!




Przebarwienia, to temat rzeka, dotykają prawie każdej z nas, mogą być posłoneczne, potrądzikowe, spowodowane ciążą i zmianami hormonalnymi. Przyczyn jest wiele, walka z nimi długa i trudna, a kosmetyków całe tysiące... Jak wybrać ten najlepszy, który pomoże nam uporać się z niechanymi przebarwieniami, a jednocześnie będzie delikatny dla naszej skóry? Dzisiaj przedstawię Wam produkt, który ostatnio testowałam i który wedle obietnic producenta, pomoże nam się uporać z przebarwieniami...









Serum marki Caudalie, z serii Vinoperfect, to kosmetyk, który za zadanie ma nawilżyć, rozświetlić, oraz rozjaśnić przebarwienia 







Zacznę od opakowania, które jest niezwykle estetyczne i higieniczne. Przemawia do mnie prosta i elegancka szata graficzna. Biel i srebro- prostota i czystość :) Napisy się nie ścierają, pipetka nabiera optymalną ilość produktu i jest to mój ulubiony sposób aplikacji (oczywiście obok pompki) Pojemność serum to 30ml









Zapach, bardzo charakterystyczny dla produktów marki Caudalie winogronowy z nutką zapachu oliwki. Całkiem przyjemny zapach, nie powinien nikomu przeszkadzać

SKŁADNIKI:
serum zawiera w sobie:  Viniferin, skwalen z oliwek, miętę, kminek i galbanowiec.
Jak przystało na tę markę, mamy całkiem przyjemny i naturalny skład. 






Konsystencja, to  lekkie,białe mleczko, które jest niezwykle delikatne, lekko żelowe. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając żadnego filmu na twarzy. Idealnie sprawdza się także pod makijażem, nie ma wpływu na trwałość, czy rolowanie, a używam różnych produktów. Serum nie zapycha, nie uczula, nie powoduje ściągnięcia, czy przesuszenia. Sądzę, że nada się także dla wrażliwej cery. ponieważ jego działanie jest bardzo delikatne.







DZIAŁANIE:
Czy serum faktycznie działa i robi to co obiecał nam producent? 
Z kosmetykami Caudalie znam się od dość dawna, bardzo lubię ich wodę winogronową, uważam, że nie ma sobie równych, a olejek detox, to hit moje pielęgnacji. Jak sprawdza się serum Vinoperfect w mojej pielęgnacji

Serum, nakładałam dwa razy dziennie, jest to lekki produkt, więc świetnie nadawał się także pod makijaż. Przy dwumiesięcznym regularnym stosowaniu mogłam zauważyć już pewne zmiany w wyglądzie i kondycji mojej cery... Zacznę od tego, że serum fantastycznie nawilżą moją cerę. Jest ona bardzo sprężysta i miękka, sprawia wrażenie mocno dotlenionej. Jest napięta i bardzo wygładzona, a to lubię :) Ponadto, serum uspokaja moją mieszaną cerę, adaptuje się do jej potrzeb, ładnie koi i uspokaja wszelkie zmiany. A co z przebarwieniami? Nie mam ogromnych zmian na twarzy, nie mam przebarwień, jedynie pojedyncze zmiany potrądzikowe, które trzeba rozjaśnić, ale mam piegi, których nie lubię. I choć nie są one agresywne, dla mnie są widoczne i lubię je rozjaśniać :) Jak zachowało się serum? Zacznę od tego, że fantastycznie ujednoliciło koloryt mojej cery. Już dawno moja cera nie wyglądała tak dobrze, na tę chwilę mogę zrezygnować z podkładu, co chętnie czynię :) Twarz jest bardzo mocno rozświetlona, wygląda na zadbaną i zdrową, szara, ziemista cera odeszła w zapomnienie. Teraz moja twarz jest pełna blasku i młodzieńczego wigoru. Uwielbiam to uczucie i chętnie stosuję właśnie takie produkty A jak moje piegi... zostały lekko rozjaśnione, ale nie zniknęły całkowicie (niestety) Jakie zatem są moje wnioski.. Na głębokie przebarwienia ten produkt może być zbyt delikatny i mało skuteczny. Ale jeżeli tak jak ja macie nieliczne przebarwienia, chcecie ożywić swoją cerę, dodać jej blasku i ujednolicić je koloryt. Serdecznie Wam polecam to serum. Jest niezwykle delikatne w działaniu, nie uczula, nie podrażnia, nie działa  tak agresywnie jak kwasy. Nadaje się dla każdego typy cery i w każdym wieku. Dla mnie to fantastyczna dawka nawilżenia, rozświetlenia i dopieszczenia mojej cery. Serdecznie polecam :) 




ROSSMANN - 49%- co mam w planach kupić...

ROSSMANN - 49%- co mam w planach kupić...


Hejka Kochane :) 
dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować moją skromną listę zakupową, którą przygotowałam na kolejną szaloną promocję  w drogerii ROSSMANN. Znajdują się na niej produkty  niezbędne, ale oczywiście pozostawiam sobie odrobinę miejsca na ewentualność, nagłej chęci zakupu czegoś więcej, ale... staram się nie zwariować i kupić tylko to co mi się kończy, lub jest po prostu niezbędne w codziennym życiu :) 









Od 20.04 twarz  - pudry, podkłady, korektory
Od 26.04 oczy - kredki, cienie, eyelinery, tusze
Od 4.05 usta - pomadki, błyszczyki, lakiery do paznokci



Po pierwsze puder, posiadam zapas pudrów sypkich, ale zbliża się czas wycieczek, wyjazdów i urlopu. Wtedy idealnym rozwiązaniem jest puder prasowany, najlepiej w opakowaniu z lusterkiem.
Bardzo lubię podkład z tej serii, dam więc szanse wykazać się pudrowi :) 





Być może, skuszę się na rozświetlający podkład, ale to zostawiam jeszcze do przemyślenia, ponieważ w kwestii podkładów, mam ogromne zapasy :) 


Kolejno, korektor pod oczy, oczywiście rozświetlający ;) 
Uwielbiam ten efekt i ogromnie kusi mnie nowość marki Bourjois, w normalnej cenie, nie kusi już tak bardzo, ale o połowę tańszy dlaczego nie...?!






Kolejno, tusz do rzęs, obecnie wykańczam zapasy, więc do tego czasu zostanę bez niczego. Dam szansę osławionym już tuszom marki Loreal :) 











Następnie mój absolutny ulubieniec i niezbędnik codziennego makijażu czarny eyeliner. W planach mam również zakup fioletowego, troszkę koloru nie zaszkodzi :) 
 

 







Na koniec usta, tutaj bardzo skromnie, mam ochotę spróbować matowych pomadek marki Bourjois, pewnie wybiorę jakiś nudziak, ewentualnie jasny róż, na upały postawię na coś trwałego :) 


Kochane, to tyle!!! Prawda, że niewiele? Ale nie widzę sensu, kupowania na zapas, chyba, że w przypadku osób, które od lat używają sprawdzonych produktów. Ja uwielbiam testować i poznawać nowości, więc to opcja nie dla mnie! Poza tym ja jestem maniaczką pielęgnacji i wolę inwestować w kremy, sera i maseczki, kolorówka to dla mnie jedynie miły dodatek, ale nie konieczność :) 









WARTO ZAPAMIĘTAĆ! BY NIE ZBANKRUTOWAĆ :) 
- promocje się powtarzają, ta promocja nie jest ostatnią na świecie  ;)
- nie kupuj, wszystkiego co ładnie wygląda ;) 
- skup się na tym co masz na liście, będzie Ci łatwiej nad sobą zapanować
- kupuj online, unikniesz dzikich tłumów, wymacanych, uszkodzonych produktów...


A co Wy planujecie zakupić, dacie się porwać gorączce zakupów, czy na spokojnie się do tego przygotowujecie?! :) 


Les Argiles Du Soleil -Wiosenna maseczka, francuska glinka różowa

Les Argiles Du Soleil -Wiosenna maseczka, francuska glinka różowa

Hej Kochane,
dzisiaj post o wiosennej maseczce, którą ostatnimi czasy namiętnie używałam i bardzo ją polubiłam. O tym jak ważne są maseczki w mojej pielęgnacji, miałyście okazje przekonać się już nieraz. Wystarczy zerknąć do historii moich postów ile opisałam tu maseczek, a ile dobrego przed nami :) Maseczki, szczególnie glinki, oraz algi mają niesamowity wpływ na naszą cerę. Warto dobrać je pod kątem naszej cery i naszych oczekiwań i pamiętać o systematyczności, dzięki temu efekty będą niesamowite.






FRANCUSKA GLINKA RÓŻOWA: 
Różowa glinka to połączenie glinki białej i czerwonej, dlatego też jest pełna dobroczynnych mikroelementów, takich jak: krzem, wapń, żelazo, sód i potas, które doskonale wpływają na kondycję cery, sprawiają, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. Odpowiednia dla skóry wrażliwej, alergicznej oraz trądzikowej. Polecana jest dla osób mających problem z zaskórnikami, przebarwieniami czy bliznami. Glinka różowa w naturalny sposób dezynfekuje, tonizuje, wygładza i łagodnie oczyszcza.





Pomimo tego, że mam cerę mieszaną i lubię ją mocniej oczyścić glinką zieloną, lub czerwoną. Tym razem postanowiłam postawić na coś delikatniejszego, co również pomoże mi oczyścić pory, ale jednocześnie doda skórze energii i pięknie ją rozświetli






OPAKOWANIE:
miękka tuba, o pojemności 100g. Przed użyciem należy mocno wstrząsnąć opakowaniem, aby składniki się połączyły. Opakowanie jest wygodne i poręczne, możemy wydobyć produkt do samego końca. Cena to 24zł to kupienia np: TUTAJ


KOLOR:
różowa ta glinka jest tylko z nazwy w rzeczywistości ma brunatno rdzawy kolor. Brudzi jak wszystkie glinki, delikatnie barwi skórę, przez co lepiej nakładać ją wieczorem, a nie przed wielkim wyjściem ;)






ZAPACH: 
niestety, to największy minus tego produktu, zapach jest bardzo specyficzny i niestety nie podbił mojego serca, ani powonienia :( 


KONSYSTENCJA:
Maseczka, to dość gęsta pasta, którą bez problemu wydobędziemy z opakowania. Nie ma też żadnego problemu  z jej aplikacją na twarzy. Glinka ta ,bardzo długo zasycha, co jest ogromnym plusem. Pamiętajmy, że glinki dziąsła tylko wtedy, kiedy są wilgotne. Ja posiłkuję się wodą termalną!
Większy problem mamy już przy zmywaniu, ale takie uroki glinek niestety. Ja sięgam chętnie po gąbeczki celulozowe.





DZIAŁANIE:

- dezynfekuje i tonizuje skórę,
- wygładza i wyrównuje skrukturę epidermy,
- zabliźnia i regeneruje,
- łagodzi problemy cery wrażliwej i atopowej,
- walczy z zaskórnikami i przebarwieniami
   

maseczka ma zbawienny wpływ na naszą cerę, stosowana regularnie daje rewelacyjne efekty. 
Oczywiście oczyszcza, ale robi to w delikatny sposób, dlatego nadaje się dla cer bardzo wrażliwych i alergicznych. Rewelacyjnie koi uszkodzoną i podrażnioną skórę. Pomaga przy przesuszeniach, oraz wspomaga gojenie nieprzyjaciół, Mam wrażenie, że maseczka nawilżą i dotlenia, po jej użyciu moja cera wygląda na niesamowicie odprężoną i odświeżoną. Maseczka rozjaśnia i wyrównuje koloryt, po miesięcznej kuracji stosowania  maseczki dwa razy w tygodniu, już zaobserwowałam zmiany na tej płaszczyźnie. Ciekawa jestem  jakie efekty zaobserwuje po dłuższej przygodzie z tą maseczką. Zauważyłam też, że praca gruczołów łojowych została znacznie wyregulowana, nie przetłuszcza się już tak bardzo jak kiedyś. Maseczka jest bardzo delikatna i przyjemna. Używam jej chętnie i na pewno zakupię kolejne opakowanie. Oczywiście musicie pamiętać, że zmywanie glinek bywa uciążliwe, ale opcja maseczki w formie pasty już jest sporym udogodnieniem. Uprzedzam na zapach :) ale dla urody, warto pocierpieć :) 




YOGI TEA Herbata Radość życia- mój sposób na wiosenne przesilenie

YOGI TEA Herbata Radość życia- mój sposób na wiosenne przesilenie



Hej Kochane,
dzisiaj przedstawię Wam sposób, jak poradzić sobie z wiosennym przesileniem, które często nas dopada. Oczywiście jest wiele sposobów na radzenie sobie w takiej sytuacji, sport, zakupy, wizyta w salonie piękności, tabliczka czekolady itd. Ja mam jednak inny rewelacyjny sposób na radzenie sobie z chandrą, brzydką pogodą i kiepskim cienieniem... sposób jest naturalny, przyjemny, smaczny i zdrowy... Zatem zapraszam Was na filiżankę aromatycznej herbaty YOGI TEA 








W Tagu KOCHAM WIOSNĘ, prezentowałam Wam mój ulubiony napój na ten czas. I chociaż jestem wielką fanką kawy w każdej postaci, tej herbacie nie potrafię się oprzeć. Jest niesamowicie aromatyczna, pachnąca, otulająca wewnętrznym ciepłej i radością. Dzięki niej, z chęcią zapoznam się z herbacianym światem :) 




GARŚĆ HISTORII:
Yogi Bhajan, mistrz Kundalini Yogi rozpoczął w 1969r. nauczanie tej starożytnej ścieżki jogi w Ameryce .Zawiera ona pradawną mądrość, która oprócz zagadnień jogi i medytacji przekazywała słuchaczom podstawy Ajurwedy - nauki o sposobach utrzymania ciała, umysłu i ducha w zdrowiu, korzystając z wiedzy o właściwym odżywianiu i zastosowaniu ziół i przypraw. Po każdych zajęciach, Yogi Bhajan podawał swoim uczniom specjalną herbatą Ajurwedyjską z aromatycznych mieszanek przypraw. z biegiem czasu uczniowie nazwali ją Yogi Tea (herbatką jogina). W ciągu następnych lat tę wspaniałą i niepowtarzalną herbatę, zaczęto podawać w restauracjach wegetariańskich Golden Temple, które zaczęły powstawać w Europie i USA na początku lat 70. Dzięki swojemu wyjątkowemu smakowi i tonizującemu działaniu, herbaty te zdobyły ogromną popularność. w związku z tym Golden Temple rozpoczął paczkowanie mieszanki Yogi Tea i jej dystrybucję w lokalnych sklepach ze zdrową żywnością. Takie były początki Yogi Tea. 
Obecnie oprócz 5 klasycznych mieszanek Yogi Tea, bazujących na przyprawach korzennych, serii herbat zielonych, oferowana jest także linia herbat opierających się na recepturach Ajurwedyjskich, stworzonych specjalnie z myślą o utrzymaniu i wspieraniu zdrowia oraz witalności naszego ciała.
Z pośród 50 rodzajów tych wyśmienitych herbatek, każdy odnajdzie coś dla siebie.











RADOŚĆ ŻYCIA- ta nazwa już mnie skusiła i sprawiła, że musiałam zasmakować w tej unikatowej jak dla mnie mieszance... A uwierzcie mi kompozycja jest bardzo wyszukana i oryginalna, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim połączeniem.


YOGI TEA® Radość życia to niezwykła kompozycja, w której Bazylia, królowa słodkich ziół zaprasza na bal ku czci urody życia. W tanecznym kręgu wirują już Cynamon, Imbir i Kardamon, przybyli na bal z darami ciepła i korzennych aromatów. Lukrecja roztacza aurę promiennej radości, a gość z Meksyku, Chili rozpala swym ciepłem nasz wewnętrzny ogień i z wdziękiem prowadzi nas do tańca na parkiecie życia. Tyle radości w jednej filiżance! 












Brzmi wspaniale prawda? A jak smakuje? 
Pierwszy łyk był dla mnie ogromnym zaskoczeniem...wyraźny aromat ziół i słodki posmak bazylii, po chwili ustępuje miejsca przyprawom, wyraźnie czuję cynamon, chwile później także imbir. Cudowne uczucie ciepła i robi się tak bezpiecznie i tak dobrze... Smak jest naprawdę bardzo wyjątkowy. Nie jest jednowymiarowy i płaski. Smak się rozwija, rozkwita jak kwiat. Każdy łyk, odkrywa nowy aromat i nowe nuty, nieco pikantne, ziołowe, słodkie i ostre... Fantastyczne doznanie....










Herbatkę pije zawsze rano po śniadaniu, nigdy do śniadania... wole delektować się nią sam na sam :) Fantastycznie pobudza i dodaje sił, dzięki zawartości lukrecji w składzie, która podnosi ciśnienie i jest dla jak porządny kopniak. Zamiast kawy, herbatka z lukrecją :) Jestem absolutnie oczarowana smakiem, aromatem i i przyjemnością jaką daję filiżanka Yogi Tea... Ciesze się, że w zapasie czeka na mnie czekoladowa mięta :) 









W opakowaniu, znajduje się 17 osobno pakowanych torebek. Cena takiego opakowania to 12.90
osobiście herbatki zamawiam tutaj---> https://www.ecofanaberia.pl/ Herbatkę parzymy przez 5-6 minut. Osobiście uwielbiam zaparzać ją w moim imbryczku i delektować się słodką dolewką :) 








A Wy znacie już herbatki YOGI TEA? Wolicie aromatyczną filiżankę kawy, czy oryginalny smak herbaty? Buziaki :) 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger