Naturalnie, że jesteśmy piękne | Dlaczego warto sięgać po kosmetyki o dobrym składzie?

Naturalnie, że jesteśmy piękne | Dlaczego warto sięgać po kosmetyki o dobrym składzie?






Pielęgnacja zawsze miała dla mnie ogromne znaczenie. Przed długie lata byłam wierna tej naturalnej, która sprawdzała się u mnie znakomicie Później zapragnęłam zmiany i zaczęłam mieszać różne produkty. Niemniej przyszedł moment w którym wracam do natury z pokornie spuszczoną głową. Staram się mówić jak najwięcej o pielęgnacji i wpajam to także swoim klientkom, które zaczynają obierać dobry kierunek w pielęgnacji  swojej skóry. Dlaczego znowu jest mi bliżej do natury? Już odpowiadam jedno słowo IOSSI kosmetyki, które powstają na skraju Puszczy Niepołomickiej, w miejscowości Kłaj,  tam rodzą się nowe receptury i pomysły na kolejny kosmetyk. Brzmi bajkowo, prawda?














W asortymencie marki, znajdziemy cały przekrój produktów do pielęgnacji twarzy i ciała. Ja postawiałam na produkty do pielęgnacji twarzy, które akurat był mi potrzebne. 



















Znalezienie odpowiedniego krem nawilżający w przypadku cery mieszanej jest nie lada wyzwaniem. Musi nawilżać, koić podrażnienia i przesuszenia. Jednocześnie nie może być zbyt ciężki i  komedogenny. Takim tokiem myślenia wybrałam krem nawilżający NAFFI ( avocado i jojoba) 







Krem bogaty jest w składniki aktywne, które pielęgnują i upiększają skórę. Krem ma silne działanie nawilżające, łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka. Przy tym ma lekką konsystencję, która wchłania się niemal natychmiastowo. Krem sprawdza się idealnie pod makijaż, ponieważ jest dość lekki i nie obciąża naszej skóry. Przeszkadza mi jedynie zapach, który jest mocno ziołowy ( olejek lawendowy, geranium, olejek cytrynowy) Nie są to moje nuty, niemniej dla tych efektów, mogę to zaakceptować. Krem bardzo dobrze nawilża i przynosi ukojenie, nawet podrażnionej skórze ( kwasy, niekorzystne warunki atmosferyczne) Moja skóra go wręcz spija, wieczorami lubię dodać do niego serum z rosveratrolem lub jakiś olej. Polecam takie mieszanki!








Skład: woda, hydrolat z róży damasceńskiej, olej krokoszowy, cetearyl olivate (emulgator z oliwy z oliwek), olej awokado, masło shea, olej jojoba, gliceryna roślinna, alkohol cetylowy, sorbitan olivate (emulgator z oliwy z oliwek), olej z zarodków pszenicy, skwalan (z trzciny cukrowej), olej z pachnotki, olej z ogórecznika, witamina E, alkohol benzylowy i kwas dehydrooctowy (ekologiczny konserwant akceptowany przez ecocert), olej rokitnikowy, guma ksantanowa, witamina C, olejki eteryczne (lawenda, palmaroza, cytryna, geranium, benzoes, drzewo sandałowe, tymianek, kadzidłowiec), ekstrakt z aloesu























Kolejny produkt to witaminowy  koktajl pod oczy na noc z retinolem, witaminami E i C, o tym produkcie, krążą już legendy. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności przetestowania go. Tym bardziej byłam ciekawa, czy wszystkie nagrody jakie zdobył mają uzasadnienie. Na początek, muszę pochwalić zmianę opakowania. Dołączenie rollera było strzałem w 10! do tej pory, opakowanie miało postać zwykłego zakraplacza. 





















Masaż przy pomocy chłodnej kulki, poprawia krążenie i przynosi  ukojenie. Koktajl ma postać olejku, ma lekka żółtą barwę i bardzo lekką konsystencję. Zapach w przypadku tego produktu jest bardzo subtelny. Koktajl zawiera w sobie retionol, zalecam nakładać go jak najdalej od worka spojowego, skóra i tak sama podciągnie sobie produkt do góry. W innym przypadku, kiedy produkt nałożymy zbyt blisko lub zbyt grubą warstwą może nas podrażnić! Nie stosujemy go także w czasie ciąży. Miejmy to na uwadze!




















Koktajl, stosowany regularnie, przyniósł oczekiwane rezultaty. Po pierwsze wspaniale nawilża i wygładza skórę. Z czasem okolica pod oczami jest w znaczne lepszej kondycji. Skóra pod oczami, wygładziła się, mam także wrażenie, że skóra wokół oczu jest nieco "grubsza" Moje drobne linie zostały wygładzone, cała okolica wygląda na wypoczętą i odżywioną. Moje zasinienia także stały się mniej dokuczliwe. Formuła jak na olejek, jest bardzo lekka, wchłania się niemal natychmiast. Osobiście jestem fanką olejowej pielęgnacji i stosuję je także rano pod makijaż, dlatego ten koktajl na tle innych olejków, wydaje mi się wyjątkowo lekki, nie powinien nikogo drażnić. 








SKŁAD: olej kameliowy, olej z pestek cytryny, skwalan z trzciny cukrowej, hydrogenated farnesene (lekki skwalan z trzciny cukrowej), olej z dzikiej róży, olej jojoba, lipidy owsiane, olej z zarodków pszenicy, poliglicerydy roślinne, frakcjonowany olej kokosowy, olej z szałwii hiszpańskiej (chia), stabilna witamina C, naturalna witamina E, retinol, ekstrakt z solirodu zielnego, olejek bergamotkowy, olejek lawendowy, olejek z kadzidłowca, olej copaiba, olejek z rumianku niemieckiego






















Oba produkty mają piękne, naturalne składy, które mają realny wpływ na wygląd i kondycję naszej skóry. Nie obciążają, nie zapychają, za to zapewniają dawkę optymalnego nawilżenia i regeneracji. Krem, sprawdzi się u każdego, można z powodzeniem uznać go za krem podstawowy, nawet dla całej rodziny .Koktajl pod oczy z retionolem i witaminami, to kosmetyk z kategorii delicje! wspaniale nawilża, napina i wygładza. Pozwala skórze odzyskać witalność i młode spojrzenie. Oczywiście, nie sprawi, że wszystkie nasze zmarszczki znikną, ale w realny sposób poprawi stan naszej skóry i tym samym nasz komfort. Moja skóra spija ten koktajl i wyraźnie jest mi wdzięczna, że go używam. Można stosować go solo, lub pod krem jak kto woli. Jeśli tak jak ja uwielbiacie produkty do pielęgnacji musicie wpisać go na swoją listę! Brawo do Iossi, doceńmy nasze polskie manufaktury, Polacy nie gęsi, swoje kosmetyki też mają :) 






Znacie kosmetyki Iossi? A może dopiero macie poznać któryś z nich?! 
Zapachy dla niej i dla niego- walentynkowa inspiracja

Zapachy dla niej i dla niego- walentynkowa inspiracja




Zapach jest dla mnie bardzo ważny, pozwala mi zapamiętywać osoby, miejsca i wydarzenia. Często dostaję je od bliskich i sama często obdarowuje nimi ukochane osoby. Dzisiaj mam dla Was podpowiedź dwóch zapachów dla niej i dla niego marki Bi-es idealnych na walentynkowy prezent. 















Muszę oczywiście pochwalić flakony, które są niezwykle urocze i pienie się prezentują. Kojarzą się z ekskluzywnymi zapachami, miło, że Bi-Es tak  się rozwinął. Pojemność flakonu to 100 ml 















Niestety nie mogę podać Wam nut zapachowych, ponieważ nie znalazłam opisu ale postaram się jak najlepiej je Wam opisać i mam nadzieję, tym dobrze zobrazować zapach.

















Wersja damska (różowy flakon) jest intensywny i zdecydowany. Zapach kobiety pewnej siebie, pełnej seksapilu i wdzięku. Na początku wyzuwam mocne różane akordy, które po chwili ustępują miejsca kadzidlanym nutom. Zapach jest bardzo ciepły, pudrowy i dosyć ciężki. Z pewnością lepiej sprawdzi się na wieczorne wyjścia. Zapach jest bardzo trwały, co oczywiście uznaję za jego zaletę.  



















Wersja dla mężczyzn w pięknym bursztynowym kolorze, kojarzy mi się z mężczyzną eleganckim, pewnym siebie, ale jednocześnie z nutką nonszalanckiego wdzięku. Zapach jest dość świeży, ale jednocześnie bardzo męski. Znam ten zapach... przypomina mi perfumy marki Boss. Zapach jest bardzo trwały i przepięknie rozwija się na skórze. Od razu przypadł mojemu mężowi do gustu,a ten jest bardzo wybredny jeśli chodzi o zapachy. 


















Perfumy, mają bardzo ładne zapachy, które przede wszystkim są trwałe i zostawiają za sobą mgiełkę zapachu, nie znikają ze skóry w ekspresowym tempie. I pomimo tego, że nie są to oryginalne perfumy, całkiem dobrze wypadają na ich tle. To fajna alternatywa dla drogich zapachów. 

















Jestem ciekawa jakie nuty w perfumach są Waszymi ulubionymi? Znacie perfumy Bi-es ?


Dajcie mi koniecznie znać, jak podoba Wam się nowa odsłona bloga? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii <3
Malinowa ochrona ust z Balmi

Malinowa ochrona ust z Balmi



Moje pierwsze zetknięcie się z kultowym już balsamem do ust Balmi, właśnie się dokonuje. Zawsze byłam ciekawa, o co tyle krzyku w blogosferze i czy faktycznie, ta fikuśna kostka jest w stanie zregenerować nasze spierzchnięte i podrażnione usta. Dzisiaj opowiem Wam o moich spostrzeżeniach, czy będzie z tego miłość?
















Balmi jest wyjątkowym balsamem do ust, posiada filtr SPF 15 oraz chroni przed promieniowaniem UVA i UVB. Doskonałe właściwości nawilżające jakie posiada zapewniają olejek JOJOBA i masło SHEA.















Balsam Balmi umieszczono w zgrabnej, odkręcanej kosteczce. Kolor opakowania jest zależny od wariantu zapachowego, który wybierzecie - moja kostka jest malinowa. Taka forma produktu ma swoje zalety. Na pewno jest ona oryginalna, cieszy oko i wyróżnia się spośród innych pomadek ochronnych czy pielęgnacyjnych. Mamy także pewność, że produkt nie otworzy się sam podczas noszenia go w torebce.
















Balmi został uformowany w stożek, który muszę przyznać, że jest bardzo wygodny w obsłudze. Balsam ma nieco tłustą formułę, ale nie jest ona w moim odczuciu uciążliwa. Zostawia na ustach lekki film (bez białych śladów!) Pięknie odbija światło przez co mam wrażenie, że optycznie powiększa usta. Przeszkadza mi mimo wszystko zapach, jest dosyć sztuczny. Kojarzy mi się z owocową gumą do żucia.
 
















Polybutene, Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Ozokerite, Synthetic Wax, Ethylhexyl Palmitate, Paraffin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cera Carnauba, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Benzophenone-3, Butyrospermum Parkii Butter, Hydrogenated Jojoba Oil, Aroma, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, CI 77891








Skład też jest dosyć kontrowersyjny, mamy tutaj przede wszystkim parafinę. Czyli nawilżenie jakie odczuwamy jest tylko pozorne. Niemniej wazelina dobrze chroni przed nieprzyjaznymi warunkami atmosferycznymi. Balmi przynosi szybką ulgę, to na pewno muszę mu przyznać. Kiedy moje usta są ściągnięte, czy podrażnione przez matową pomadkę, szybko przynosi im ukojenie. Lubię jego lekką konsystencję, pozbawioną tłustej warstwy, piękny blask jaki pozostawia na ustach oraz fikuśne opakowanie. Czy wrócę do niego w przyszłości, raczej tak, ale tym razem postawię na inny wariant zapachowy!
















Znacie Balmi? Jaki jest Wasz ulubiony produkt do pielęgnacji ust? 
Jak dbam o swoje włosy? Moja miłość do Basiclab

Jak dbam o swoje włosy? Moja miłość do Basiclab



Uwielbiam dbać o swoje włosy, są one dla mnie bardzo ważne. Staram się mądrze dobierać kosmetyki, które na nie nakładam. Markę BasicLab, poznałam podczas krakowskiego spotkania blogerek. Przyznaję, że szampon spędził w kartonie kilka miesięcy, zanim po niego sięgnęłam. I żałuje, że zrobiłam to tak późno. Obecnie to mój ukochany szampon i myślę, że to znajomość na więcej niż jedno opakowanie. Dlaczego tak go lubię? Już wyjaśniam. 

















Szampon to bardzo istotny krok w pielęgnacji włosów, to tak jak demakijaż w pielęgnacji twarzy. Ważne, aby dobierać go do problemu skóry głowy, stawiać na łagodne składy, pozbawione silnych detergentów, silikonów i SLS. Moje włosy genialnie reagują na naturalną pielęgnację, chociaż często piszecie mi, że Wasze totalnie jej nie akceptują. Sądzę. że to troszkę metoda prób i błędów. Trzeba po prostu trafić na odpowiedni produkt. 















OD STRONY TECHNICZNEJ

Szampon ma przezroczysta, lekko żelową formułę, która bardzo przyjemnie zachowuje się na włosach. Tworzy delikatną pianę, która nie przesusza skóry głowy oraz włosów. Na moje długie i gęste włosy, potrzebuje 3 pompki szamponu. W trym miejscu, brawa za pompkę, dzięki temu bardzo wygodnie korzysta się z produktu pod prysznicem. Zapach jest świeży i dosyć neutralny, dzięki temu szampon mogą używać także nasi mężczyźni. Cena ok 50 zł / 300 ml





CZYM WYRÓŻNIA SIĘ BACISLAB?



Zawiera opatentowany kompleks Sepitonic M3.0 (INCI: Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Copper Gluconate), zwiększa metabolizm komórkowy, dzięki czemu składniki aktywne działają skuteczniej na włosy i skórę głowy.

Ogromna ilość substancji aktywnych, tj. kofeina, aminokwasy (arginina, ornityna, cytrulina, glukozamina), niacynamid, hydrolizowana keratyna i proteiny sojowe, ekstrakt z żeńszenia, zapewnia wielokierunkowe działanie: ograniczenie wypadania włosów, pobudzenie cebulek i przyspieszenie wzrostu nowych włosów. Aminokwasy wzmacniają i i odbudowują ich zniszczoną strukturę. Hydrolizowane proteiny wypełniają ubytki i uszkodzenia w strukturze włosa bez ich obciążania, a keratyna poprawia strukturę i jakość włosów.













WRAŻENIA Z UŻYTKOWANIA


Szampon, wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie, po pierwsze uznanie za bogactwo składników aktywnych w składzie. Szampon jest bardzo delikatny, dzięki czemu nie podrażnia przesuszonej skóry głowy. Nie powoduje powstawania łupieżu, nie obciąża włosów, co więcej po jego użyciu włosy na długo zachowują świeżość. Ostatnio mam problem z przetłuszczaniem włosów, a ten szampon bardzo dobrze oczyszcza i przywraca równowagę. Nie zauważyłam, żeby wpłynął na wypadanie włosów, ale dostrzegam inne pozytywy z używania go. Przede wszystkim włosy są bardzo dobrze oczyszczone, bez uwrażliwiania ich mocnymi środkami. Są bardzo miękkie i błyszczące, uniesione u nasady. Uwielbiam ten szampon za skuteczność i delikatność (radzi sobie także ze zmyciem oleju) Włosy na długo pozostają świeże, sypkie i lśniące. Mam wrażenie, że włosy "odmłodniały" we dotyku przypominają moje włosy sprzed lat, kiedy nie były zniszczone. Ten szampon jest bardzo przyjemny, choć niestety posiada dwie wady. Pierwsza to fakt, że plącze włosy i bez odżywki ani rusz. Dla mnie to nie jest wielka tragedia, ponieważ zawsze nakładam na włosy coś jeszcze. Niemniej warto o tym wspomnieć! Kolejny minus to cena, szampon kosztuje ok 50 zł co jest sporym wydatkiem. Jednak uważam, że warto, bo to naprawdę wyjątkowo dobry i przyjemny produkt! 












Jaki jest Wasz ulubiony szampon do włosów? Jaki jest Wasz sekret na piękne włosy? 


Efektima konopne masło do ciała

Efektima konopne masło do ciała



Jak wiecie, nie jestem fanką balsamów i innych maseł do ciała. Może dlatego, że mam skórę normalną i zazwyczaj nie odczuwam potrzeby, aby dodatkowo ją nawilżać. Niemniej, zostałam zmobilizowana, aby przetestować konopne masło do ciała marki Efektima, miałam na to zaledwie miesiąc. Dla osób, które lubią smarowidła, to żadne wyzwanie, ale uwierzcie mi dla mnie to było ogromne samozaparcie. Jak zatem sprawdziło się u mnie i czy będę kontynuować tę rutynę pielęgnacyjną? 

















Marka jest mi dobrze znana, lubię się z ich płatkami pod oczy, do ciała stosowałam olejek, który był bardzo udanym produktem. Jak zatem wypadło na ich tle masło?

















Zacznę od zapachu, który jest piękny, bardzo otulający i kojący, troszkę kojarzy mi się z zapachem Spa, jest to zapach zarówno czysty, świeży jak i totalnie relaksujący i za to pierwsze plusy. Masło ma dosyć ciekawą konsystencję, jest dużo rzadsze niż typowe masło do ciała. Ale bardzo długo wchłania się w skórę, potrzeba dłuższej chwili i energii, aby dobrze wmasować je w skórę.














Jak dla mnie jest to spory minus, zazwyczaj brakowało mi zwyczajnie cierpliwości. O ile zabiegi na twarz są dla mnie prawdziwą formą relaksu i poświęcam im mnóstwo czasu, tak w przypadku ciała niekoniecznie mnie to odpręża ;) Fanki, lekkich formuł nie będą zadowolone z tego masła, ponieważ ono potrzebuje czas, aby wchłonąć się w naszą skórę.














Są też zalety tego typu formulacji, przede wszystkim masło, koi podrażnienia np: po depilacji. Bardzo dogłębnie i długotrwale  nawilża skórę, jeszcze na drugi dzień, czuję, że skóra jest bardzo miękka i sprężysta. Świetnie sprawdza się do stóp, ponieważ fantastycznie zmiękcza skórę na piętach. Mniemam, że masło może być naprawdę bardzo pomocnym produktem w pielęgnacji skóry przesuszonej i podrażnionej, a także wrażliwej. Moja skóra jest normalna i chwilami, ten balsam był dla niej zbyt bogaty. Jeśli Wy lubicie bogate formuły i ciężkie otulające masełka, które dodatkowo bajecznie pachną. Będziecie zadowolone z tej propozycji. Do balsamowania podeszłam czysto zadaniowo i wytrwałam w postanowieniu, czy wytrwam? jeszcze tego nie wiem :) 













Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was? lubicie się balsamować, czy tak jak ja nie jest to Wasze ulubione beauty zajęcie? 

WYBIELAJĄCE KOSMETYKI WHITEN OD NOVACLEAR

WYBIELAJĄCE KOSMETYKI WHITEN OD NOVACLEAR



Przebarwienia, to zmiany, które pojawią się na na naszej twarzy, dekolcie, dłoniach, a nawet na całym ciele. Często są one źródłem wielu kompleksów, nic dziwnego, że każdy z nas za wszelką cenę pragnie się ich pozbyć. Sięgamy po rożne kosmetyki i różne składniki, aby uskutecznić walkę z przebarwieniami  Kosmetyki Novacelar, pomagają usunąć przebarwienia, które powstały w wyniku zaburzeń wytwarzania melaniny w naskórku. Wpływ na pojawianie się przebarwień na naszej skórze, ma wiele czynników. Najczęściej jest to promieniowanie słoneczne, które wzmaga produkcje melaniny, a przez to powstawanie ciemniejszych zmian na skórze. Ale przebarwienia mogą pojawiać się na naszej skórze, także z innych przyczyn taki jak: geny, stany zapalne skóry (trądzik), zmiany hormonalne, przyjmowanie leków/ suplementów, oraz wiek. 















DLACZEGO NOVOCLEAR?

Cała seria składa się z pięciu produktów, serum, krem na dzień krem na noc, żel do mycia twarzy, oraz balsam do ciała. Cała seria WHITEN, działa na trzech płaszczyznach.




1. ZAPOBIEGAJĄ POWSTAWANIU NOWYCH PRZEBARWIEŃ

Jeśli chcemy usunąć istniejące przebarwienia, to bardzo ważne żeby skóra nie wytwarzała więcej melaniny, która tworzyłaby kolejne plamy. Dlatego w kremie na dzień zastosowano filtr SPF50+, który chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem UVA/UVB.




2. ROZJAŚNIENIA ISTNIEJĄCYCH PRZEBARWIEŃ

Składnikiktóre rozjaśniają istniejące przebarwienia i hamują powstawanie nowych. Są to alfa arbutyna, azeloglicyna, tagravit c1, tetrapeptyd 30, ekstrakt z korzenia boerhavia diffusa.




3. EFEKT ANTI-AGING

Czyli opóźnianie procesu starzenia się skóry. Pomagają w tym takie składniki jak: retinol, witamina C, aquaxyl, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z korzenia lukrecji.














ZACZNIJMY OD POCZĄTKU:

Żel do mycia twarzy, to kosmetyk, po który sięgam dwa razy w ciągu dnia. Mam wobec niego zawsze ogromne oczekiwaniu. Musi dokładnie oczyszczać moją skórę z makijażu i zanieczyszczeń. Ponadto, musi sprawdzić się także podczas porannego stosowania, kiedy chcę usunąć z twarzy resztki kosmetyków pielęgnacyjnych. Zacznę od tego, że żel ma bardzo charakterystyczną konsystencję, lejącą i rzadką, przypomina mi płyn micelarny, albo tronik. Pieni się bardzo delikatnie, łatwo go rozprowadzić i zmyć twarzy. Dobrze radzi sobie z oczyszczaniem skóry, jest przy tym delikatny. Dzięki temu, moja skóra nie jest ściągnięta ,czy przesuszona. W  żelu znajdziemy szereg dobrych składników alfa arbutyna, witamina C, ekstrakt z korzenia lukrecji, betaina, panthenol.













PODWÓJNA SIŁA SERUM

Serum do twarzy, najlepiej stosować dwa razy dziennie pod krem, lub olejek  Serum zawsze ma większą koncentrację składników aktywnych, dzięki czemu potęguje działanie kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Składniki aktywne, jakie znajdziemy w serum to witamina C, alfa arbutyna, azeloglicyna tetrapeptyd 30, ekstrakt z korzenia boerhavia diffusa. Konsystencja jest bardzo wodnista, znowu przypomina mi ona bardziej tonik, niż serum. Szybko się wchłania i jest bardzo, bardzo lekkie, dzięki czemu  bardzo dobrze sprawdza mi się także stosowane rano pod krem. 



























WALCZYSZ Z PRZEBARWIENIAMI? KREM Z FILTREM TO PODSTAWA!




Kiedy podejmujemy walkę z przebarwieniami, naszym pierwszym i najważniejszym punktem, powinna być ochrona przed promieniowaniem słonecznym. Bez kremu z filtrem, nie ma mowy o prawidłowym postępowaniu! Krem Whiten, to unikalne połączenie kremu z filtrem SPF50+ z kremem pielęgnacyjnym o silnym działaniu nawilżającym. Krem ma dosyć rzadką konsystencję nakłada się szybko i przyjemnie. Różni się w tym temacie od innych kremów z filtrem, które stosowałam do tej pory. Składniki aktywne to alfa arbutyna, aquaxyl, ekstrakt z korzenia boerhavia diffusa, witamina E. Krem bardzo przyjemnie nawilża skórę, nie obciąża jej i nie zapycha. Co w przypadku cery mieszanej jest bardzo istotną rzeczą. W połączeniu z serum, tworzy przyjemną bazę pod makijaż. 


















NOCNY KREM WISIENKĄ NA TORCIE

Kiedy zmyjesz z twarzy resztki dnia, nałożysz serum, koniecznie sięgnij po krem, który zadziała jak okluzja i wspomoże działanie serum. Krem na noc, ma bogatszą konsystencję, a także szereg składników nawilżających i regenerujących naszą skórę. alfa arbutyna, azeloglicyna, tetrapeptyd 30, retinol, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z korzenia boerhavia diffusa, ekstrakt z korzenia lukrecji. Krem silnie nawilża, i natłuszcza skórę. Jest niczym kojący balsam. Szczególnie teraz doceniam takie działanie, kiedy nasza skóra jest narażona na niekorzystne działanie warunków atmosferycznych. 

















CZY NOVACLEAR RADZI SOBIE Z PRZEBARWIENIAMI?


Muszę zacząć od tego, że moja skóra nie ma wielu przebarwień, kilka zmian pozapalnych oraz nieliczne piegi. Ponadto stosuję kwasy i toniki złuszczające. Niemniej, ta seria jest fantastycznym uzupełnieniem mojej pielęgnacji. Bardzo przyjemne działanie, które nie jest agresywną terapią, dzięki czemu można ją stosować nawet przy cerach wrażliwych. Kremy dbają o prawidłowy poziom nawilżenia skóry, zabezpieczają ją także przed szkodliwym promieniowaniem. Krem na dzień, będzie moim ulubieńcem, ponieważ taka formuła przy tak wysokim filtrze, to coś czego szukałam. Cała gama, sprawia, że skóra jest rozjaśniona i rozświetlona. I różnica ta jest zauważalna dość szybko. Ponadto, skóra jest miękka i delikatna, wyraźnie nawilżona i ukojona.  Cała gama, ma przyjemne składy, bardzo higieniczne opakowania, które przy tym są też bardzo poręczne, myślę, że brak zapachu będzie też dla wielu z Was kolejnym atutem. Całą ta gama jest warta uwagi, trzymam kciuki, żeby pomogła Wam uporać się z przebarwianiami kompleksowo!












Znacie serię Whiten? Jaki jest Wasz sposób na walkę z przebarwieniami? 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger